O BOGU O LUDZIACH O MNIE

Ile uwierzysz, tyle otrzymasz…

19 sierpnia, 2017

Opowiem Wam bajkę.

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami i lasami mieszkała sobie dziewczynka. Historia nie nadaje jej imienia. Miała 12 lat i ciało objęte śmiertelną chorobą. Zapewne jej serce było pełne pięknych dziewczęcych marzeń, które nigdy nie miały się spełnić. Oto przed Twoimi i moimi oczami stoi dziewczynka, lat 12, znajdująca się u progu swojej kobiecości, która zaczyna dojrzewać, która powoli przestaje być dzieckiem. Dziewczynka, która wie, że nigdy nie będzie jej dane założyć rodziny, mieć dzieci, a nawet tak po prostu cieszyć się codziennością, pełną często prostych czynności. Jej ciało trawi choroba, która nie pozwala na zrealizowanie tych wszystkich planów wypełniających jej serce. Z czasem czarny scenariusz zdaje się realizować. Dziewczynka umiera.

Ta mała dziewczynka to córka Jaira 2 tysiące lat temu.
Ta mała dziewczynka to ja teraz.

Moje ciało, moją duszę, rozum i serce trawi śmiertelna choroba, której pozwalam na powrót co jakiś czas, która powoduje, że umieram i przestaję wierzyć w spełnienie swoich najskrytszych marzeń, którym ja sama uniemożliwiam zrealizowanie się.
Ta choroba to grzech, który niszczy wszystko, co piękne i dobre. Zabiera wiarę i nadzieję, okrada z miłości, niszczy relacje z drugim człowiekiem i zamazuje obraz mnie samej. A jeden grzech napędza całą ich spiralę. Powoduje, że przestaję wierzyć w siebie, przestaję się akceptować, zamykam się w sobie. Pojawiają się oskarżenia w mojej głowie, że jestem słaba, że nic nie znaczę, że nic ze mnie nie będzie, że nie zasługuję na dobroć i życzliwość innych ludzi. Powoduje, że zaczynam wierzyć, iż nie zasługuję na MIŁOŚĆ. Wypowiadam wobec siebie przekleństwa, bo przecież po co mi marzenia, których nie mogę zrealizować? Stan grzechu, niewiary, samotności, wyobcowania uznaję za ostateczność i pogrążam się w beznadziei.

Jair nie uznał śmierci swojego dziecka za ostateczność i zwrócił się do Tego, Który, jak się później okazuje, ma moc na tyle silną, by wskrzeszać z martwych. Uwierzył, że jego mała dziewczynka może żyć. Jezus na prośbę Jaira zawitał do jego domu, ujął dziewczynkę za rękę i powiedział: «Talitha kum», to znaczy: „Dziewczynko, mówię ci, wstań!” Zrobił to delikatnie, acz stanowczo i skutecznie. Dziewczynka natychmiast wstała. Została obudzona do życia.

Jair uwierzył. A ile jest wiary we mnie? Ile jest jej w Tobie?
Czy pomimo smutku i rozpaczy potrafię zwrócić się do Jezusa? Czy wierzę w Jego moc wskrzeszania? Czy jestem w stanie przyjść do Niego i powiedzieć o dziewczynce, która jest we mnie: «Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła»? Czy pozwalam Jezusowi na wypowiedzenie, a sobie samej na usłyszenie słów: «Talitha kum», to znaczy: „Dziewczynko, mówię ci, wstań!” ? On przecie do działania nie potrzebuje niczego innego, jak właśnie mojej wiary, mojego zwrócenia się do Niego.

“Nie bój się, wierz tylko.” – odbija się od ścian mojego serca echo Jego słów…

Może ci się spodobać również

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.