O BOGU

“Nie złamie trzciny nadłamanej…”

2 listopada, 2017

Czasem życie daje w kość tak, że znikasz, z prochu powstałeś i w proch się obracasz. Twoje myślenie o sobie, to, czym się karmiłeś, Twoja pycha – zostaje zmiecione, zrównane z ziemią. Siedzisz nagi, skulony, chowasz się w krzakach. Jak dla przykładu Adam w raju po geście pychy. Pierwsi ludzie zechcieli być jak Bóg, każdy z nas chce być jak Bóg. Ja chcę być jak Bóg. Pycha. Nie bez powodu jest to jeden z siedmiu grzechów głównych. Mam wrażenie, że źródło wszystkich pozostałych. Każdy inny z pychy się wywodzi…

Wszystko w moim życiu zostało zniszczone jednym podmuchem. Po raz kolejny spadłam z piedestału swoich wyobrażeń o sobie, swoim życiu. I leżę. Chowam się ze wstydu jak Adam w krzakach. Nie chcę by mnie taką oglądano, bo jestem naga. Znikam.

I nagle przychodzi On. Doskonale wie, gdzie jestem, jaka jestem, ale by mnie nie urazić, by okazać mi swoją delikatność, by nie zawstydzać mnie jeszcze bardziej, szuka mnie… nawołuje, pyta, gdzie jestem… dlaczego tam jestem.. co się wydarzyło… nie ocenia mnie, nie daje reprymendy, nie krzyczy… pozwala mi powiedzieć to, co mam Mu do powiedzenia… Dopiero potem podaje pod osąd, nie mnie, a mój czyn, mój grzech…

Nie złamie trzciny nadłamanej… Nie dogasi knotka, co się ledwie tli…
Przygarnia mnie z całą Miłością, jaką ma do swojego dziecka..
On jeden.. za każdym razem.
Tylko On..

Może ci się spodobać również

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.