Archiwum miesięczne

Styczeń 2018

    O BOGU O MNIE

    Siedzę w więzieniu.

    Styczeń 27, 2018
    Nikomu generalnie więzienia nie polecam. Żadna przyjemność. Ciemno. Głucho. Pusto. Bez sensu.
    A czasem robię to sama. Zamykam się w nim. Z własnej nieprzymuszonej woli. Grzech.
    Zdarza się, że zapadam się w ciemność. Izoluję się. Cofam. Chowam. Jestem zmęczona walką. Odpuszczam.
    Wtedy, samotnie, znacznie łatwiej wpaść w pułapkę. Chwila nieuwagi i z każdej strony krata, z każdej strony gruby mur.
    Znów tu jestem. Czasem raz za razem. Niewiele trzeba. Idę. Wspinam się. Czasem w drodze na szczyt założę obóz na jakiś czas. Czasem nie przygotuję się odpowiednio na wyprawę. Albo zabraknie mi wiary… I wtedy… wtedy spadam w dół. Z wielkim impetem. Podrapana, poobijana roztrzaskuję się o dno. Na wejście do dołu, w którym jestem, zostaje wtoczony ciężki kamień. Żadnego światła. Więzienie. Mój grób.
    I zdarza się, że kiedy już tak naprawdę nie mam siły, kiedy tak kompletnie ogołocę się ze wszystkiego, kiedy schowam już moją dumę do kieszeni, kiedy naprawdę brakuje mi powietrza, kiedy nie widzę już dla siebie ratunku o własnych siłach, krzyczę. “Gdzie jesteś?!” I… zdarza się, że nie słyszę odpowiedzi. Całą sobą wyczekuję, ale nic się nie wydarza.
    A wtedy, wtedy, nie pozostaje mi nic innego, jak uwierzyć na słowo, powiedziane tysiące lat temu:

    “Ja Jestem!”

    Wtedy nie mam innego wyjścia, jak uczepić się myśli o apostołach, którzy drżeli ze strachu,  kiedy jezioro dostawało kolejne cięgi od szalejącej burzy. Nie zostaje mi nic innego, jak uwierzyć na słowo, że On jest ze mną w tych murach, tak jak z nimi był wtedy w łodzi. Nie pozostaje mi nic innego, jak uwierzyć, że tam gdzie mi źle, tam On ze mną jest. Że On wie, że potrzebuję Go wtedy i to w szczególny sposób. Potrzebuję uwierzyć, że On jest ze mną w każdych okolicznościach, nawet jeśli tej Jego cichej i wyczekującej obecności nie czuję. Czasem jeszcze próbuję siebie oszukiwać, że przecież nie jest tak źle, że przecież wszystko gra i mam to pod kontrolą. Ale do czasu. Bo prędzej czy później potrzebuję przyznać przed samą sobą, że w każdych okolicznościach pragnę Jego miłości. Potrzebuję uwierzyć, że i On, kiedy wisiał na krzyżu, w cierpieniu i osamotnieniu, mówiąc: “Pragnę!”, nie miał na myśli ni wody, ni octu, ale mnie. Że On wtedy też pragnął mojej miłości, mojej obecności.
    Potrzebuję zrobić krok. Może krzyknę jak apostołowie: “Panie! Ratuj mnie, bo ginę” , a On uciszy burzę. A On wyprowadzi mnie na wolność.
    I jeszcze przyznam “Pragnę!”…
    A On da mi pić Wody Żywej.
  • O LUDZIACH O MNIE O ŚWIECIE

    Wierzysz w to, że masz talent?

    Lubię czasem usiąść, kiedy już wszyscy wokół śpią, pomimo późnej pory zaparzyć sobie dobrą latte i zasiąść do filmu. Szczególnie upodobałam sobie historie ludzi, którzy choć zgoła niepozorni, nie poddali się przeciwnościom, i w…

    Styczeń 10, 2018
  • O LUDZIACH O MNIE O ŚWIECIE

    “Biada nam, jeśli…”

    Pisałam już Wam nie raz o tym, że Boga można spotkać w drugim człowieku, przez drugiego człowieka. Bo i można! Ale dziś zaczęłam się zastanawiać intensywnie nad tym, czy ja w ogóle chcę tego…

    Styczeń 4, 2018
  • O MNIE

    Nowe idzie powoli…

     Nowe idzie powoli… … i dobrze. Gdyby się rozpędziło, miałabym zagwostkę nie lada. A tak… na spokojnie analizuję stare i układam mały plan na nowe. A stare to czas trudności, wielu wątpliwości, weryfikowania siebie…

    Styczeń 1, 2018