O MNIE

Kiedy się spotkaliśmy, zrozumiałam…

7 marca, 2018

Zawzięłam się, że to napiszę, choć mi się wcale wyrazy nie składają w zdania. Plączą się, łażą gdzie nie potrzeba. Strasznie się jakoś nieposłuszne ostatnio zrobiły. Do tego stopnia, że dziś zapytana przez jednego uroczego mężczyznę, gdzie znajdzie pokój A-42, powiedziałam, że do końca korytarza, a potem w lewo. A tam przecież nie ma żadnego “lewo”  – jest ściana. Więc krzyczę za nim, że nie lewo, a prawo, że myślę jedno, mówię drugie. A on mi na to: Bo lewo to przecież kobiece prawo. I uśmiecha się drwiąco – słodko.

I gadaj tu z takim. Przecież to tylko przez to, że słowa się mnie trzymać dziś nie chcą, to wszystko. I nie wytłumaczysz, że odróżniasz prawo od lewo, górę od dołu i pedał hamulca od gazu, że to zwykła pomyłka, każdemu się może zdarzyć. Nie! Bo zaraz się zaczyna: Wy tak macie. Niejednoznaczne jesteście. Pokrętne. Nie do zrozumienia. KOBIETY.

I wiecie… stoję jak ta sierota na środku korytarza i nie wiem, czy tłumaczyć, czy przeprosić za pomyłkę, zwalić na to, że pracy za dużo, czy jak?

A potem dochodzę do wniosku, że przecież nie muszę się tłumaczyć z tego, że jestem kobietą, że są sprawy, które pochłaniają mnie bardziej niż prawo i lewo, że są ważniejsze dramaty na świecie i przecież właściwie to się nic nie stało.

Bo właściwie… to ja naprawdę nie muszę.

Ja po prostu MOGĘ.

Bo… JESTEM WOLNA.

Bo… JESTEM SOBĄ.

A bycie sobą to rarytas, którego za nic nie chcę sobie odmawiać.

Może ci się spodobać również

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.