O BOGU O MNIE

Posprzątaj! I zacznij żyć!

16 sierpnia, 2018

Dziś oficjalnie rozpoczęłam swój wakacyjny urlop. I pomyślałam, że napiszę do Was, co nieco. Ale jak wyciągnęłam laptopa, to się okazało, że nie jestem w stanie umieścić go nawet na biurku, bo pełno na nim szpargałów. Zaczęłam więc urlop od porządków. I to nawet bardziej dosłownie.

Dziś wyjątkowo poranek spędziłam u Dominikanów na warszawskim Służewie. Ostatnio rzadko tam bywam, ale dziś to zdecydowanie było moje miejsce. Lubię je właśnie w takich niezwyczajnych porach, także dlatego, że jest wtedy dość pusto. Pusty kościółek, pusty dziedziniec, choć tu chyba nie ma takiej pory, żeby rzeczywiście nie było nikogo. Do tego mały plac zabaw, na którym można było spokojnie o tej porze przycupnąć i popatrzeć w cieniu drzew na panią robiącą porządki w dominikańskim ogrodzie z różańcem w ręku i na rozbiegane wiewiórki.

A więc porządki. Dobrze jest uzbroić się w łaskę. Lubię spowiadać się u Dominikanów. Mają tu taką oddzielną kaplicę przeznaczoną do tego sakramentu. Może więc wtedy w kościele być Msza, a penitenci  mogą się w tym czasie jednać z Bogiem w sakramencie spowiedzi, i “nie przeszkadzamy sobie”. Oczywiście, sama staram się nie łączyć tych sakramentów, tak ważnych przestrzeni, lubię przeżywać każdy z nich z osobna, ale dziś była dość wyjątkowa sytuacja.

Tak prawdę mówiąc… boję się spowiadać. Lęk ten jest dość irracjonalny, bo przecież wiem, do Kogo przychodzę, Komu oddaję się w ramiona, Kogo proszę o przebaczenie, Komu pozwalam się obmywać z brudu grzechu, ale ten lęk jest. Dziś bardzo silny, trudno mi nawet było choćby po prostu tam stać.

Spowiedź jest też sakramentem trudnym. Trudno jest się bowiem przyznać, że ostro nabroiłam, a po tym wszystkim przychodzić i patrzeć Panu Bogu w oczy, zdawać by się mogło “jak gdyby nigdy nic”. Ale z drugiej strony – jak tu się nie przyznać, jak nie powiedzieć “przepraszam”, i jak nie prosić o wybaczenie? Czasem to trwa, muszę przecież pewne rzeczy zauważyć, coś przepracować, do czegoś dorosnąć, zmienić myślenie. Nawrócić się.

A On? Cierpliwie kocha i czeka na mnie, na Ciebie. Każdego dnia zamknięty, ściśnięty w drewnianej skrzyni, jak niewolnik.

Niewolnik Miłości.

I… muszę się Wam przyznać, że strasznie Pana Boga kocham za ten sakrament. Za tę ciągłą Jego gotowość, obecność, niekończącą się cierpliwość, nieograniczoną dostępność, ciągłe Jego na mnie oczekiwanie. Spowiedź to niezwykły sakrament miłości i miłosierdzia.

I być może zawsze będę się tej przestrzeni bać… dużo mocniej będę ją jednak kochać i się nią zachwycać.

Dziękuję Ci, dobry Boże, że pozwalasz mi przystępować do tronu Twej łaski, że w sposób niekończący się wybaczasz mi i mnie przyjmujesz. Dziękuję Ci, dobry Jezu, że umarłeś za mnie i że zmartwychwstałeś, i że pozwoliłeś mi karmić się Swoim Świętym Ciałem, bym miała życie wieczne. Amen.

Może ci się spodobać również

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.