O BOGU O MNIE

Jestem w kryzysie.

Marzec 14, 2019

Została mi po tym zdarzeniu krótka notatka w Evernote i ogrom emocji. Choć takie to proste zdawać się było, ciszą w ciemności utkane.

Jestem w kryzysie. Kryzys to słowo wiele mieszczące, ale też pejoratywnie brzmiące. Brzmi jak… zło, nieszczęście, dramat i koniec świata jednocześnie. A co, gdyby powiedzieć, że kryzys jest dobry?

Na ten moment dotyka różnych przestrzeni mojego życia. Wymógł na mnie porzucenie zbędnych i mniej zbędnych aktywności, czynności, zredukował kontakty ze światem zewnętrznym do minimum, zarządził wejście w głąb. O dziwo, tym razem już się nie bronię… dlaczego?

To nie tak, że nie wiem, nauczyłam się już, że ludzie zawodzą. To jednak nie znaczy, że kolejny raz boli mniej. Wciąż sobie dowodzę jak słaba jestem, jak grzeszna, jak bardzo się boję podjąć walkę o samą siebie i wziąć życie w swoje ręce. Mocniej, bardziej, więcej.

Zauważam, jak ten mój mały świat gdzieś się rozpadł, rozsupłał i na nowo próbuję go zawiązać, łapiąc wpierw wyślizgujące mi się z rąk jego końce. Czy zwiążę?

Stałam się jedną wielką Niewiadomą. W sobie. Wśród ludzi.

Ale to dobrze. Kryzys jest dobry. Tak wiele weryfikuje.

Mocno też zweryfikował mnie, moje nawyki, przyzwyczajenia, to, co o sobie myślę, kim jestem, dokąd zmierzam.

Przyszła też jedna trudna rzecz, przyszła z zewnątrz jako argument w dyskusji o mojej wierze, o mojej codzienności, o mojej przyszłości. Argument, tak bardzo całymi latami przewracający mój świat do góry nogami. Bo oto okazało się, że żeby być kochaną, chcianą, znów muszę być JAKAŚ. Wierząca, modląca, podejmująca większy trud, nie tak, jak podpowiada serce, ale tak jak ten ktoś z zewnątrz to widzi. A w przeszłości też musiałam być mądrzejsza, zdolniejsza, bardziej aktywna, szczuplejsza, seksowna, i co tam bądź, aby zostać zauważoną, aby zostać docenioną, aby poczuć się kochaną. Lata zabiegów, po których zostało mi jedynie wielokrotnie złamane serce, bolesne rany i poczucie, że mnie nie można kochać. Nie taką, jaka rzeczywiście jestem. Nie taką, jaka zostałam stworzona, bo za bardzo mi CZEGOŚ brak, aby się to mogło dokonać. Okazuje się, że Pan Bóg bardzo mocno zawalił sprawę. Po całej linii.

Ktoś, komu ufam, kto jest dla mnie ważny, znając przecież moją przeszłość mówi mi, że muszę być JAKAŚ.

Wszystkie obrazy, sytuacje wróciły…
I ten kpiący głos w głowie…

NIE MOŻNA MNIE KOCHAĆ. Nie dosięgam do poprzeczki z napisem MIŁOŚĆ.

A … jakie to życie bez miłości? Już przecież wiem, że takie nie do życia.

Biłam się z tymi myślami godzinami. Zmagałam ze swoim obrazem w głowie, ale i z Panem Bogiem, mówiąc: Zawaliłeś. Nie wyszło Ci.

I wiecie… chyba usłyszał.

Spędziliśmy wczoraj godzinę na rozmowie. Sam na sam. Cisza. Ciemność. I My.

Już dawno tak nie było. Broniłam się. Bałam.

A w tej ciszy i ciemności powiedział mi: Kocham Ciebie i właśnie Ciebie. Wcale nie musisz być JAKAŚ. Jesteś moją ukochaną córeczką i to naprawdę wystarczy. Nikt i nic nie jest w stanie zmienić Mojej miłości do Ciebie. 😢

Wreszcie poczułam się… wolna…?

Poczułam się niezwykle przytulona i utulona. Co prawda ktoś mnie zaraz z tych ramion wyrwał, ale to już inna historia..

Ważne jest, że…

Nie muszę być JAKAŚ. Nie muszę zabiegać o miłość. A już na pewno nie o Jego miłość. Jestem warta kochania, bez warunków. Bez względu na to, czy dziś wierzę mocniej, czy może nie wierzę. W Niego. Jemu. I że w tej miłości mam prawo do wątpliwości, mam prawo do bycia sobą. I ta świadomość, że On mieszka we mnie, że jestem dość dobra, że Bóg uzdalnia mnie do tego, bym brała życie w swoje ręce, że jestem wystarczająca, otworzyła nowe drzwi w moim sercu. Mówię o tym głośno, bo kto wie, może i w Twoim otworzy?…

🌟 Jestem Bożą Córką i jestem do Niego podobna. 🌟

Tak bardzo chcę o tym już zawsze pamiętać…

Może ci się spodobać również

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.